wtorek, 1 maja 2012

ROZDZIAŁ II

Obudziłam się w małym pomieszczeniu, pełnym przyborów lekarskich. Obok mnie rozmazywała się czyjaś twarz. Mało interesująca. Okazało się, że to lekarz, który przeprowadzał moją operację, po ciężkich obrażeniach z wypadku. Wydawało mi się, że ta osoba, jest mi całkiem znajoma. Wtedy ujrzałam, że to tata Em. Struchlałam kiedy spostrzegłam, że to on. Nigdy mnie nie lubił, a teraz jeszcze całą ta sytuacja z moją byłą już przyjaciólką. Obawiałam się, że wie już o wszystkim.
    -Witaj mała Li-powiedział uśmiechając się przy tym szyderczo.
    -Dzień dobry panie Brown-odrzekłam z lekkim wahaniem w głosie.
    -A więc może opowiesz nam teraz o wszystkim. Co było przyczyną tego wypadku?-zapytał.
    -Nie wiem...nie mam pojęcia... Stało się to tak szybko...-szepnęłam.
    Po mojej nic nieznaczącej wypowiedzi lekarz odszedł.
    Na  sali leżała ze mną dziewczynka. Zdawało mi się, że zamierza mi coś powiedzieć. Tylko nie jest jeszcze pewna czy powinna. Podobno miała na imię Kely. Była chora na żółtaczkę. Wmawiano jej, że umrze. Zawsze kiedy rodzice odwiedzali ją, usiłowali  poinformować córkę o śmierci, która jak twierdzili była nieodwołalna, Nie rozumiem dlaczego tak bardzo chcieli by zmarła. Było to dla mnie okropne patrzeć, jak opiekunowie Kell znęcali się nad nią psychicznie. Sama dziewczynka płakała z przerażenia. Całe szczęście następnego dnia po wypadku miałam dostać wypis. Nie wiedziałam czy dam radę tak długo tu wytrzymać.
    Ostatniej nocy, kiedy cały szpital pogrążony był we śnie, przebudziłam się. Nad sobą zobaczyłam Kelly, która błagała mnie o pomoc. Na jej ciele były rany, z których tryskała krew. Nie zdążyłam nic zrobić. Lekarze przybiegli i zabrali ją na salę operacyjną. Nie potrafiłam tego zrozumieć. O co tak naprawdę chodziło? Przez chwilę pomyślałam, że jest opętana, ale to były dosłownie sekundy.
    Po kilku godzinach pielęgniarki przywiozły dziewczynkę z powrotem. Zobaczyłam, że całą jej koszula nocna jest czerwona. Z ran nie ciekła już czerwona maź, a sama ona była spokojna i senna. Podeszłam do niej i zapytałam:
    -Co się stało? Proszę wyjaśnij mi co tutaj się dzieje!
    -Nie mogę ci powiedzieć, to mnie zniszczy-powiedziała bardzo kojąco.
    -Co masz na myśli mówiąc ''to''? Dlaczego prosiłaś mnie o pomoc? Co wydarzyło się tej nocy?-pytałam.
    -Od kilku lat, to mnie wyniszcza. Nie tylko mnie. Moją rodzinę również. Znęca się nad nami i nie daje nam żyć. Prześladuje, niszczy wszystko co piękne, rujnuje wszystko co dobre. Stara się, doprowadzić nas do szału. Muszę powiedzieć ci jeszcze jedną ważną rzecz.-oznajmiła.
    -Mianowicie?-zapytałam poprzez strach i łzy w oczach.
    -Na ciebie również nadejdzie czas. Już niebawem.-po tej wypowiedzi, Kely usnęła.
    -Co chcesz mi przez to powiedzieć?! Proszę nie zasypiaj!-krzyczałam niczym rozwścieczona.
Nic to nie dało. Sprawdziłam tylko czy oddycha, co okazało się prawdą. Położyłam się i rozmyślałam. Jednak po pewnym czasie pogrążyłam się w śnie.
    Gdy obudziłam się nad ranem od razu wstałam zobaczyć, czy Kell nadal drzemie. Niestety nie ujrzałam jej leżącej na łożu. Nie było również jej rzeczy. Pobiegłam w stronę łazienki, ale tam również nie było dziewczyny. Przeszukałam całą salę, niestety na marne .