piątek, 27 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ I

      
      
    -Witajcie kochani!-krzyknął nauczyciel.
    -Dzień dobry panie Ferland.-powitaliśmy wychowawcę.
    -Chciałem przypomnieć wam, że jest to nasze ostatnie spotkanie. Powinniśmy więc cieszyć się tymi chwilami. Proszę wszystkich  zgromadzonych o przemówienia. Może zaczniesz Lilith?-zapytał.
I oczywiście, jak zwykle zaczął ode mnie. Uwziął się na mnie. Na pewno. Ciesze się, że to koniec roku szkolnego. Tylko dlatego to zrobię.
    -Och, panie Ferland, nie wiem od czego zacząć. -powiedziałam z ironią.
    -Nieistotne, ważne, żebyś zważała na słowa. Choć raz bądź miła i dojrzała.-odwzajemnił się nauczyciel.
    -Oczywiście, zrobię to specjalnie dla jego mości. Otóż... na pewno będę tęsknić za znajomymi. Zwłaszcza za grubą Becky, której niestety nie ma dzisiaj z nami, anorektyczką Kathy i oczywiście panem. Klimat panujący w tej klasie jest niesamowity. Wszyscy są dla siebie mili, jak widać chociażby po mnie. Chciałam podziękować wszystkim nauczycielom, za to, że kompletnie niczego mnie nie nauczyli i     zmarnowali połowę życia. Jeszcze raz dziękuję.-powiedziałam z wielką powagą.
Nie mal, że nie pękłam ze śmiechu jak zobaczyłam ich miny. Wszyscy zamilkli. Nie wiedzieli co powiedzieć. Byłam naprawdę bardzo dumna ze swojego przemówienia. W końcu nazywano mnie zbuntowaną nastolatką, która nie miała za grosz wstydu. Szczerze, uwielbiałam to.
    Reszta tego ''przedstawienia'' minęła bardzo szybko. Po zakończeniu ostatniej przemowy - Ben'a, wręcz wybiegłam z sali pełnej kujonów i lanserów. Zatrzymałam się dopiero przed domem mojej przyjaciółki Emily, która była ode mnie starsza siedem lat. Dawno skończyła szkołę, a mi zostało jeszcze całe liceum. Trzeba się przemęczyć, żeby potem żyć jak w bajce.
    -Hej Em.-powiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy, kiedy zobaczyłam ją w ogrodzie.
    -Hej. Co cię tak bawi?-zapytała jak zwykle z wielkim oburzeniem.
Wyjaśniłam jej jak było na zakończeniu. Co zrobiłam i jak inni na to zareagowali.
    -Już dawno ci mówiłam, żebyś to zrobiła.-zaczęła się wymądrzać.
    -Przestań. Teraz, modlę się o to abyśmy wyjechały razem na wakacje. Przecież moi daremni rodzice nie pozwolą mi jechać samej.-    powiedziałam z wielką nadzieją, że ona odpowie mi tym samym.
    -Hm...Nie chciałabym cię martwić, ale nie sądzisz, że jesteś za młoda, żeby ze mną jechać?Jestem od ciebie o kilka lat starsza i nie mam zamiaru pokazywać się z tobą gdziekolwiek. Rozumiesz? Inni znajomi mieli by ze mnie niezły ubaw.-powiedziała Emily.
    -Aha. Wstydzisz się mnie?-zapytałam ze łzami w oczach.
    -Jeżeli mam być szczera, to-tak.-odpowiedziała bez żadnych wyrzutów.
Wtedy zrozumiałam, że nie mogę nazywać ją swoją przyjaciółką. Nie powinna tego mówić. Po tym zdarzeniu szybko pobiegałam przed siebie. Byle by dalej od niej. Płakałam. A ona nawet nie krzyknęła za mną ''Li''. Całą drogę ubolewałam nad straconą przyjaźnią. Upokarzające i zarazem przykre. Miałam nadzieję, że to sen, koszmar. Chciałam się obudzić, ale okazało się to okrutną rzeczywistością. Niestety to był dopiero początek moich kłopotów. Przez ten cały stres nie zauważyłam samochodu pędzącego w moją stronę. Zdążyłam tylko spojrzeć na ulicę pełną drogich, lecz mało fascynujących wozów. Potem było już tylko gorzej.